Zakładam, że każda osoba która zagląda na tego bloga uprawia jakiś sport. Czy to amatorsko czy profesjonalnie. Widzę to po pytaniach które do mnie przysyłacie, po komentarzach na blogu i na Facebooku. Uprawiacie różne sporty. Wielu z Was biega, sporo osób jeździ na rowerze, coraz więcej fanów zyskuje Crossfit. Jednak zdecydowana większość z Was ćwiczy na siłowni a pytania które się najczęściej pojawiają, z pewnością pochodzą od osób początkujących. Najczęściej pytacie o dietę (w końcu ten blog to w 80% dietetyczne przepisy), o wyliczanie zapotrzebowania energetycznego, o źródła poszczególnych składników odżywczych, o konkretne potrawy no i o to jak to wszystko sobie zorganizować. Często odsyłam Was do artykułu, który napisałem 2 lata temu, tj. Co jeść w szkole, w pracy i jak wreszcie ruszyć ze zdrową dietą? To niezmienne najchętniej czytany wpis na blogu. Nieco rzadziej pytacie o zagadnienia związane z treningiem lub z motywacją. Dziś mam dla Was coś ekstra! Wybrałem najczęściej pojawiające się w mailach pytania i zadałem je znajomym trenerom, zawodnikom i dietetykom i blogerom. Odpowiedzi jakich mi udzielili znajdziecie w tekście poniżej. Pytania na jakie odpowiadały zaproszone przeze mnie osoby to:
Agnieszka Kułaga
Tak jak wspomniałam, zmiana nawyków to proces. U jednych przebiega szybciej u innych wolniej. Poradziłabym takiej osobie udać się do specjalisty, który jest w stanie po pierwsze wychwycić błędy najprawdopodobniej hamujące przed progresem oraz dokładnie dostosować dietę do potrzeb. Z doświadczenia wiem, że pacjenci często szukają dodatkowej motywacji i dietetyk powinien pełnić również taką funkcję. Jeżeli ktoś chce nadal radzić sobie sam, proponuję przede wszystkim rozpocząć od dokładniej analizy swoich potrzeb i porównać ją z tym co w rzeczywistości dostarczamy organizmowi. Ważnym jest aby kontrolować tzw. „lustro” a nie tylko progres na wadze. Namawiam do mierzenia obwodów i porównywania zdjęć. Kolejne sprawa to dokładne przebadanie się (przykładowo, bardzo często zdarza się, że przyczyną stagnacji szczególnie w przypadku kobiet okazują się choroby tarczycy-niedoczynność czy też hashimoto ale zdarza się również nadczynność jako przyczyna niedowagi) o którym zawsze pamiętam w przypadku swoich klientów. I najważniejsza rzecz, jeżeli zdarzy się ten gorszy dzień należy pamiętać, że to nie koniec świata i lepiej wrócić od jutra do swojej wewnętrznej walki niż kompletnie poddawać się. 10kg później będzie dużo ciężej zacząć od nowa.
Marcin Zwierzak
W przypadku potrzeby zmiany „czegoś w życiu” , sugeruję zacząć od małych kroków… słodziliśmy herbatę/kawę , zaprzestańmy słodzenia (nie stosujmy słodziku, bo nie rozwiązujemy problemu który jest jedynie w naszej głowie ) po prostu przyzwyczajmy się do napojów niesłodzonych, wówczas poczujemy ich prawdziwy smak… a nie smak cukru. Kawa zacznie smakować jak kawa, herbata herbatą. Wymaga to trochę czasu ale działa , sprawdzałem ;)
* Polubmy wodę… tak czystą wodę . Ja pijam wodę żywiec, bo mi po prostu smakuje, obecnie jestem wstanie zjeść suchego tuńczyka z puszki popijając go jedynie wodą, kiedy jeszcze rok temu to było dla nie niemożliwe.
* Doceńmy smak potraw a nie dodatków do potraw w postaci sosów. Czy jedząc makaron z sosem bolońskim , ktoś się zastanawia jak smakuję sam makaron ? Czy jedząc kaszę w sosie pieczarkowym , ktoś myśli o prawdziwy smaku kaszy ? Podobnie z zwykłym kotletem w panierce… zamiast smaku mięsa czujemy smak panierki.
* Jedzmy śniadania w domu a nie w Mc Donaldzie mimo fantastycznych promocji. Zrobić jajecznicę to parę minut i pyszne śniadanie gotowe. Płatki śniadaniowe zastąpmy płatkami owsianymi , po dodaniu rodzynek czy orzechów nabierają świetnego smaku a i problemu jelitowe rozwiążą się same ;)
* Jedzmy obiad… ale prawdziwy obiad (kotlet z ziemniakami/ryżem/kaszą) a nie kebaba w sosie , czy kolejnego kubełek skrzydełek w KFC.
* Jedzmy kolację nie w postaci 30 kanapek z majonezem, a np. w postaci pieczonego łososia/dorsza . Pieczona ryba to zaledwie 30 min w piekarniku , nawet nie musimy jej przekładać ;)
* Zamiast na wizytę w McDonaldzie czy KFC wybierzmy się na Sushi czy do prawdziwej restauracji , będzie przyjemniej i na pewno zdrowiej.
* Zamiast lodów, ciasta czy deserów zjedzmy serek grani np. również z rodzynkami, po jakimś czasie będzie on swoistą nagrodą.
* Nie stosujmy tzw. cheat meal raz w tygodniu, burzą one naszą silną wolę i chwieją jej podstawy. Wyjątkiem jest tu już dopracowana szczegółowo do osoby dieta specjalistyczna.
* Alkohol… TAK , ale maksymalnie raz na 2 tygodnie i to w ilości 150-200ml whysky/bourboin z colą zero oczywiście, jak coli nie lubicie to 2-3 kostki lodu sprawią, że na dłużej nam starczy ;)
Osobiście nigdy nie liczyłem co do grama posiłków, zawsze wolałem przelicznik 2 piersi z kurczaka, pół worka ryżu, garść orzechów, łyżeczka masła orzechowego. Taki przelicznik zawsze do mnie bardziej docierał i powodował, że oszczędzałem czas spędzony w kuchni.
Patrzcie w lustro a nie tylko na wagę. Wagą pokazuje ile ważycie, a lustro jak wyglądacie, a to duża różnica ;)
Jeżeli dojdziemy do momentu kiedy powoli zaczniemy uporządkowywać nasze przyzwyczajenia żywnościowe, zwiększmy wysiłek fizyczny. Najlepiej i najprościej jest zastąpić samochód rowerem, lub wybrać się z dzieckiem na spacer zamiast na przejażdżkę. Sugeruję, żeby łączyć zawsze przyjemne z pożytecznym, wówczas po jakimś czasie zapominamy, że jesteśmy na jakiejś diecie, treningu .. po prostu jesteśmy wówczas sobą…nowym sobą
Jeśli chodzi o pytanie nr 2 – Prześledźmy może drogę początkującego nastoletniego adepta kulturystyki mającego ograniczony budżet jedynie do karnetu na siłownię. Brak trenerów, brak osób które są wstanie pokazać jak powinno się ćwiczyć, nadmiar wyrywkowej wiedzy z różnego rodzaju forum kolegów z siłowni itd… powoduje , że młody człowiek ma w głowie zwyczajny informacyjny mętlik. Brak progresu zostaje wytłumaczony tym , że nie bierze sterydów.. a jak by wziął to dopiero by wyglądał jak wszyscy ci „dopakowani” kolesie z okładek magazynów i to na LAJCIE ;)
Niestety znam i znałem znakomitą większość osób, którzy biorą, czy brali sterydy i nigdy nie wyglądali choćby w połowie jak ci faceci z okładek magazynów. Zachodzi pytanie dlaczego ? Przecież cała „kuracja” była jak dla mistrza świata, wszystkie możliwe środki zostały już rozpisane i „skonsumowane” , a efekt to spuchnięta twarz, rozstępy ma ciele, przerzedzone włosy, krosty na twarzy i plecach, zmiany nastrojów, sutki zaczęły swędzieć , a po odstawieniu okazuje się że lipomastia i ginekomastia jest każdego miesiąca coraz bardziej widoczna. Zaczynają nachodzić problemy z potencją, nastrój zamiast się polepszać się pogarsza, a trzeba pamiętać , że w tym czasie młody człowiek musi się przecież uczyć. Rozwój emocjonalny mimo, że wydaje mu się inaczej, jest jeszcze daleki do umysłu dorosłego mężczyzny. Tak właśnie 3 miesiące samopoczucia jak król siłowni można przypłacić długoterminową depresją. Teraz na przestrzeni lat mogę to przeanalizować, mam 41 lat, na siłowni spędziłem ponad 25 i wiem , że jeżeli w wieku nastoletnim, poddałbym się pokusie sterydów, nie byłbym tym samym człowiekiem co teraz.
Wychowałem się małym mieście i w czasach kiedy wiedza o sterydach praktycznie raczkowała. Na siłowniach królował metanabol i omnaderen , jednak w dawkach kilkakrotnie mniejszych niż obecnie są przyjmowane. Bez specjalistycznej wiedzy, po takiej kuracji byłbym zdany na łaskę tego co by zostało z moich własnych hormonów. Jestem pewien, że to ten aspekt bardzo odbił się na moim charakterze , gdzie wewnętrzny głos zawsze mi mówił idź własną ścieżką, jako nastolatek byłem wielkim idealistą ;) Teraz tak, na pewno powiecie mi .. ojtam ojtam przecież teraz jest Odblock i wszystko śmiga jak należy. Wszech obecny tzw standardowy odblock bazujący na clomifenie/tamoxifenie/hcg przypomina kurację na zmianę płci tylko w krótszym czasie i jest w zasadzie przedłużeniem kuracji sterydowej . Po pierwszej kuracji bez specjalistycznej wiedzy, powrót do normalnego życia na poziomie libido „z przeszłości” trwa min 5-6msc ! Teraz przemyśl… czy Twoja dziewczyna wytrzyma z Tobą te 5-6 msc ? Czy sam ze sobą wytrzymasz ? Trzeba pamiętać, że słynna viagra nie załatwia tu sprawy (sprzęt odpali , ale chęci brak) , bo po prostu Twój układ hormonalny potrzebuje czasu, ażeby zacząć na nowo pracować. Jedyny plus z tego to to, że dowiesz się jak będziesz się czuł w wieku 80 lat ;)
Co najgorsze właśnie w wieku nastoletnim Twoje własne hormony buzują jak szalone ! Trzeba je jedynie odpowiednio wykorzystywać , a ciało karmić zbilansowaną dietą. Wówczas mięśnie pod wpływem odpowiedniego treningu zaczną nabierać męskich kształtów, bo przecież właśnie w wieku nastoletnim bez pomocy zewnętrznych środków samoistnie stajesz się mężczyzną ! Jest to okres w którym warto wykorzystać swój własny potencjał anaboliczny , a nie go zabijać.
Dobra o nastolatkach porozmawialiśmy , teraz przejdźmy do osób 30, 40 , 50 , 60 plus . Powiem tak , patrząc na wielu „dorosłych mężczyzn”, których widzę codziennie za kierownicą , „mężczyzn” stojących grzecznie w damskich częściach sklepów odzieżowych , trzymających torebeczkę swoje szanownej małżonki/dziewczyny/kochanki, lub co gorsze SAMI lub na wniosek małżonki/dziewczyny/kochanki przymierzający różowe rurki, czy seledynowy sweterek w serek… TO jestem jak najbardziej ZA wprowadzeniem urzędowego NAKAZU przyjmowania TESTOSTERONU !
Jednak to nie jest chyba problem tylko naszych czasów, bo już w 1975 Danuta Rinn w utworze „Gdzie Ci Mężczyźni” śpiewała : „Gdzie są prawdziwi chłopcy tacy, mmm! orły, sokoły, bażanty? Gdzie ci chłopcy i na miarę czasów, gdzie te franty – jeeeeee! Gdzie, gdzie, gdzie, gdzie!? Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, ”
Nasuwa się pytanie … co teraz by zaśpiewała Danuta Rinn, np obejrzeniu Eurowizji 2014 ? :)
Fit Blogerka
Pytanie 2: Doradziłabym kontakt z trenerem/naturopatą/dietetykiem albo osobą, która może jej pomóc. Skoro nie ma zmian, to znaczy, że albo ta osoba robi coś źle, albo nie jest zdrowa. Samemu ciężko popatrzeć na siebie z dystansem i stwierdzić co jest nie tak, dlatego oddanie się w ręcę specjalisty (chociażby na forum sfd) i słuchanie go (!) jest dla mnie pierwszym sensownym krokiem do sukcesu. A potem… dokształcanie się i obserwacja siebie, bo nie każdy chce żyć całe życie pod czujnym okiem osoby, która nam każe robić to czy tamto
Katarzyna Bajaczyk
Ad. 2 Poradziłabym takiej osobie po pierwsze nie załamywać się, tylko siąść np. ze mną i przeanalizować jej dotychczasowe działania. Jeżeli nie ma efektu, to znaczy, że gdzieś są popełniane błędy. Zazwyczaj te błędy jest łatwo odnaleźć, a jak juz wiemy co było dotychczasowym błędem to po prostu go niwelujemy i próbujemy dalej. Jeżeli dieta jest wypisana bardzo dokładnie, treningi również, nie ma takiej opcji żeby nie było efektu. Jeżeli widzę, ze osoba np. trenująca ze mną tyje, lub jej waga nie spada to od razu wiem, ze oszukuje w kuchni. Nie ma innej opcji. Trzeba z taką osoba porozmawiać i ją w jakiś sposób zmotywować do działania. Bez dyscypliny nie ma opcji na odniesienie sukcesu w tej dziedzinie. Moja rada jest taka, aby się z tym jak najszybciej pogodzić, lub poprzestać na narzekaniu i użalaniu się nad sobą. Co do ciemnej strony mocy, to każdy posiadający wiedzę na ten temat potrafi wytłumaczyć konsekwencje stosowania czegokolwiek i przetłumaczyć danej osobie co traci i pokazać przykłady ludzi, którzy osiągają idealną sylwetkę tylko i wyłącznie dzięki ciężkiej pracy i dyscyplinie. Nie istnieją magiczne środki na osiągnięcie wymarzonej sylwetki. Bez diety i ciężkiego treningu jest to niewykonalne.
Sylwester Kaczmarek
Wszystkim początkującym szczerze, z własnego doświadczenia oraz doświadczenia podopiecznych radzę rozejrzeć się po siłowniach, trenerach, zawodnikach i zagadać w sprawie prowadzenia. Często słyszę : „ciężko ćwiczę”, „moja dieta jest dobra”, „mam dietę”, „dużo jem” itp. Po dłuższej rozmowie, okazuję się, że tym wszystkim osobom tylko się wydaję i brakuję im podstaw. Osobom które pragną przytyć zawsze powtarzam: „zarabiamy 2 tys., zł, na opłaty wydajemy 2 tys., zostajemy z niczym tak? tak samo jest z kaloriami. Jeśli nasze zapotrzebowanie to 2 tys. kalorii, to dostarczając 2 tys. nie przytyjemy i nie schudniemy.” Tym prostym przykładem daję komuś do zrozumienia, że jednak nie ma diety i wcale nie je dużo.
Ciemna strona mocy – W ubiegłym roku wybuchła głośna afera dotyczą przyznania się Lance’a Armstronga do stosowania dopingu. Było dużo szumu, media zrobiły z tego wielki news ale tak naprawdę nic się nie zmieniło. Kowalski nadal myśli ,że kolarz wygrywał dzięki nielegalnym specyfikom i wierzy, że ostatni w stawce był „czysty”. Prawdą jest, że na światowym poziomie są stosowane zabronione środki. Doping – nie magiczna tabletka, lecz doping, jak nazwa wskazuję ma na celu dopingować, pomagać. Wszyscy profesjonalni zawodnicy mają nad sobą trenerów i często sztab lekarzy bądź specjalistów. Wszystko to nie miało by miejsca gdyby nie oczekiwania ludzi i kibiców. Biegnij szybciej, rzuć dalej, bądź silniejszy, chcemy show!! Nielegalne środki mają jeszcze jedną wadę. Są bardzo często są podrabiane. Osoba zaczynająca swoją przygodę ze sportem absolutnie zaś nie powinna zaczynać jej z takim wspomaganiem. Nie potrzeba Wam dopingu, potrzeba „bata” nad sobą oraz wiedzy i doświadczenia. Wszystko jest dla ludzi, alkohol i sterydy też. Wszystko w nadmiarze lub stosowane inaczej niż zalecane prowadzi do problemów, większych lub mniejszych, zdrowotnych i psychicznych. Warto więc warto przemyśleć temat używek kilka razy.
Kamil Szadkowski
Jeśli chodzi o drugą część pytania, nie ma możliwości że nie było przyrostów jeżeli dana osoba prawidłowo się odżywia i regularnie ćwiczy. Schody zaczynają się dużo później i wtedy trzeba już kombinować. Niestety nie ma innej metody niż metoda prób i błędów bo każdy organizm jest inny. Oczywiście jeżeli kogoś stać to może podjąć się współpracy z trenerem z prawdziwego zdarzenia, który wie o wiele więcej niż przysłowiowy Kowalski i będzie w stanie wskazać właściwą drogę zarówno w kwestii treningu jak i odżywiania.
Alicja Janowicz
Najczęstszym powodem braków efektów jest zły sposób odżywiania więc pierwszą rzeczą jaką należy wtedy zrobić to przeanalizować swoją dietę, znaleźć błędy, wprowadzić zmiany i sumiennie jej przestrzegać. Kolejnym powodem może być źle dobrany plan treningowy. Najczęstszym błędem popełnianym przez początkujące osoby jest przekonanie że więcej znaczy lepiej. Tak samo jak w przypadku diety, trzeba przeanalizować dotychczasowy plan treningowy, znaleźć błędy, wprowadzić zmiany i sumiennie trenować. Jeżeli dieta i trening są już odpowiednio dopasowane to została jedna ważna rada: jeżeli oczekujemy zmian w sylwetce musimy być cierpliwi, ciało nie zmieni się w ciągu tygodnia nie do poznania.
Emil Kaleński
Ad. 2. Poradziłbym wytrwałość i cierpliwość, bo o ile nie jesteś cudem genetycznym, to w 3 miesiące nawet dobrze poprowadzone nie ma fizycznej możliwości zmienić jakoś diametralnie ciała (mówimy głownie u budowaniu masy mięśniowej – redukcja tkanki tłuszczowej jak najbardziej). Generalnie z takim podejściem pcha się na usta „zmień dyscyplinę”, ale zastanawiam się, czy w jakiejkolwiek dziedzinie po 3 miesiącach można być dobrym i zadowolonym z osiągniętych rezultatów. W takich sytuacjach podaję swój przykład (8-9 lat stażu) czy znajomych z branży. To obrazuje jak długą, ciężką, mozolną i pełną wyrzeczeń pracę trzeba wykonać, aby w ten sposób wyglądać. Oczywiście nie każdego interesuje i stać na osiągnięcie takiego pułapu, ale tak czy inaczej 3 miesiące to dopiero początek drogi.