Makaron orkiszowy z tuńczykiem i zieloną fasolką
Ostatnimi czasy zdecydowanie częściej od ryżu i kaszy w mojej kuchni gości makaron. Makaron orkiszowy. Jeśli wśród Was uchował się jeszcze ktoś kto nie do końca wie czym jest orkisz, przypomnę tylko że pszenica orkiszowa zawiera ponad 50% skrobi, 12% białka, 3% tłuszczu i 2% składników mineralnych.
Oprócz wysokiej zawartości białka, warto również zwrócić uwagę na występowanie w niej nienasyconych kwasów tłuszczowych które poprawiają funkcjonowanie układu krążenia. Produkty orkiszowe takie jak makaron widoczny na zdjęciu są doskonałym źródłem błonnika, witamin z grupy B, PP oraz cynku, potasu, wapnia i żelaza. Wracając jednak do przepisu, dziś chyba po raz pierwszy przygotowałem danie z tuńczykiem nie wykorzystując przy nim pomidorów w żadnej postaci. Tuńczyk z puszki najczęściej gościł na moim stole jako spaghetti siciliana, dziś makaron wygląda zupełnie inaczej.
Składniki
- 300g dobrego makaronu orkiszowego
- puszka tuńczyka w kawałkach
- 200g zielonej fasolki
- 8 pieczarek
- 1 cebula
- 1 ząbek czosnki
- sól, pieprz
Przygotowanie
Oczyszczoną fasolkę gotujemy w osolonej wodzie przez ok. 15 minut. Podobnie ulubioną formą orkiszowego makaronu gotujemy również w czasie podanym na opakowaniu (zazwyczaj od 6 do 10 minut). Posiekaną w drobną kostkę cebulę podsmażamy na oleju ryżowym aż do zeszklenia, po czym dodajemy pokrojone w plastry pieczarki. Kiedy pieczarki są już odpowiednio podsmażone na patelnię wrzucamy ugotowaną fasolkę, tuńczyka oraz wyciśnięty czosnek. Przyprawiamy według uznania i dokładnie mieszając trzymamy jeszcze na ogniu przez kilka minut. Całość podajemy z makaronem.
Makarony orkiszowe najlepszych marek znajdziecie tutaj: https://hewps.pl/14-makarony
Miałam ostatnio ochotę na fasolkę i trafiłam przypadkiem na Twój przepis. Bardzo smaczne danie. Grunt to dobra jakość składników – bardzo dobrej jakości makaron i tuńczyk (ja dałam princes w sosie własnym).
tuńczyk to idealne źródło białka i mało kalorii czyli właściwie ideał a jeszcze z makaronem orkiszowym – fit szaleństwo! ja też mam chyba princesa :))