Teraz czytasz
Węglowodanofobia – czy węglowodany są złe?

Węglowodanofobia – czy węglowodany są złe?

węglowodany

W obecnych czasach węglowodany są jak czarne owce w rodzinie obok białek i tłuszczów. Diety ograniczające węglowodany są tak popularne i hołdowane, że ich zwolennicy obwiniają spożywanie węglowodanów za występowanie każdego schorzenia i choroby. Takie podejście jest co najmniej kontrowersyjne, bo oprócz zdrowia mamy w życiu nawyki, które bezpośrednio wpływają na nasze zdrowie. Z racji występowania u coraz większej liczby osób zaburzeń odżywiania i złych relacji z jedzeniem takich jak anoreksja, bulimia, ortoreksja nazywanie jakiejkolwiek grupy produktów żywnościowych terminem “złe” lub “dobre” może okazać się ryzykowne. To, w jaki sposób postrzegamy żywność w naszym życiu może właśnie przyczynić się do zaburzeń łaknienia i odżywiania i w rezultacie będzie prowadzić do osłabienia kondycji psychicznej, kondycji fizycznej i pogorszenia zdrowia.

Dlaczego węglowodany nie powinny być jednoznacznie określane jako złe?

Węglowodany to źródło energii

Węglowodany stanowią najważniejsze źródło, z którego nasz organizm czerpie energię do życia. Według norm WHO powinniśmy spożywać 45-65% z puli kalorii diety w postaci węglowodanów. Jedni eksperci wyjaśniają, dlaczego te wartości są znacznie zawyżone i zdecydowanie popieram ich zdanie. Drudzy z kolei propagują zalecenia, tłumacząc, że węglowodany znajdują się w największej liczbie dostępnych produktów żywnościowych, smakują doskonale i są źródłem wielu witamin. Często podkreśla się, że nasz mózg preferuje w pierwszej kolejności glukozę pochodzącą z węglowodanów jako główne źródło energii, więc rezygnując z nich musimy liczyć się ze znacznym spadkiem energii pogarszający nasz ogólny stan psychofizyczny. Niektórzy ludzie z kolei wykazują wielkie obawy przed jedzeniem węglowodanów z prostej przyczyny – w przeszłości jedli ich zbyt dużo, żywili się cukrem, słodkimi bułeczkami, ciastkami, pączkami, przejadali owocami i pseudozdrowymi płatkami, dlatego postanowili je całkowicie wykluczyć – “by nie kusiło”.

Czy zatem węglowodany są takie złe?

Źródło kontrowersji leży nie w samych właściwościach węglowodanów, a w zachowaniach ludzkich, czyli obżeraniu się i przejadaniu. Zauważmy pewną zależność – jeśli zabronimy komuś spożywania produktów z pewnej grupy, tym więcej ta osoba myśli o tej grupie i tym większe prawdopodobieństwo, że w końcu rzuci się na te produkty czy to pod wpływem stresu, czy zwykłej zachcianki. Jest to prosta droga do wytworzenia złych relacji z żywieniem. Przyjrzyjmy się kilku korzyściom z konsumpcji węglowodanów.

Węglowodany dają…szczęście

Węglowodany biorą udział w produkcji serotoniny, czyli hormonu, który nas uspokaja, relaksuje – niczym naturalna tabletka na “poczucie szczęścia”. Wystarczy spojrzeć na osoby będące już od dłuższego czasu na etapie redukcji tkanki tłuszczowej. Zwykle zmniejszane są wtedy ilości spożywanych węglowodanów, a więc i te osoby stają się z każdym dniem coraz bardziej przygnębione, apatyczne, zaczynają cierpieć na bezsenność, ból głowy, rozdrażnienie w ciągu dnia.

Węglowodany podnoszą poziom satysfakcji z konsumpcji posiłku

Żywność dostarcza energii i budulca, ale także jest w życiu przyjemnością. Poziom satysfakcji z posiłku jest wyższy, jeśli zawiera on oprócz białka i tłuszczu również węglowodany. Dzięki zawartemu błonnikowi daje poczucie sytości. Co więcej – węglowodany zwykle zajmują dużo miejsca na talerzu, a często “jemy oczami”, bo posiłek musi nie tylko dobrze smakować, ale i wyglądać i najlepiej, żeby było go dużo.

Dobre źródła węglowodanów zastępują smak słodyczy, słodkich przekąsek

Węglowodany same w sobie są naturalną słodyczą. Jeśli zrobimy ciasto na bazie mąki jaglanej i kokosowej, dodamy daktyle, posłodzimy ksylitolem to uzyskamy niemalże identycznie słodki produkt jak ten, który możemy znaleźć w sklepie pod postacią pączka czy rogalika.

Szczęście, satysfakcja i smak słodyczy to słowa kluczowe dla osób, które jedzą za mało lub za dużo przejadając się, jakby jutra miało nie być. Nie jest konieczna rezygnacja ze słodkiego smaku. Konieczna jest rezygnacja ze złych źródeł węglowodanów, a zastąpienie tymi, które dostarczą wartościowej energii i zawierają witaminy. W przypadku zaburzeń odżywiania jest to najlepszy sposób poprawy relacji z jedzeniem.

Jak było wcześniej?

Kiedyś baliśmy się tłuszczu, teraz boimy się węglowodanów. Każda fobia dot. określonej grupy produktów rodząca się w głowie ma swoje konsekwencje. Można twierdzić, że w wyniku ograniczenia spożycia tłuszczu rozwinęły się choroby cywilizacyjne, bo zastąpiliśmy je przetworzonymi węglowodanami i produktami light. Jeśli zastąpilibyśmy je węglowodanami z dobrych źródeł – kaszą, ryżem, ziemniakami, owocami i wszelkimi warzywami rozwój chorób pewnie nie osiągnąłby takiej skali. Czy fobia na węglowodany ma lub będzie miała swoje konsekwencje?

Pozostawiam pytanie bez odpowiedzi. Miejmy jednak na uwadze, że bardzo łatwo jest zrzucać winę na określoną grupę produktów. Tymczasem przyczyna leży w nas samych, w naszych głowach. Żywność stała się najważniejszym elementem życia. Żyjemy po to, żeby jeść. Wstajemy po to, żeby zjeść śniadanie. Wychodzimy ze znajomymi na wspólny obiad. Oglądamy mecz pijąc piwo z wielkiego kufla i zagryzamy orzeszkami. Oglądamy film w kinie podżerając popcorn z kartonika. Na urodziny babci kupujemy czekoladki z nadzieniem truflowym, a płaczącemu dziecku kupujemy chipsy.

Zobacz także
quinoa

Dobre źródła węglowodanów

…nie są złe i mogą stanowić element zbilansowanej gęstoodżywczej diety. To nasze błędne relacje z jedzeniem zwykle skutkują tym, że zapominamy o jego najważniejszej roli: dostarczenie materiału, z którego nasz organizm może się rozwijać, regenerować i zachować zdrowie. Jeśli przestaniemy nadawać pożywieniu coraz więcej funkcji, a skupimy się na tej głównej – żywność będzie leczyć wszystkie układy narządów i ich elementy – od jelit, poprzez nerki, tarczycę… aż po mózg. Mózg, który będzie pracował efektywnie bez zbędnych fobii – zwłaszcza bez węglowodanofobii.

 

Autorką tego artykułu jest Karolina Gołaś. Doradca żywieniowy, studentka dietetyki, szczególnie zainteresowana dietetyką sportową oraz kliniczną. Wyznaje holistyczne podejście do człowieka poprzez zdrowe odżywianie, sport, sen, odpoczynek i równowagę psychiczną w celi poprawy sprawności i kondycji, samopoczucia, leczenia chorób dietozależnych i dolegliwości.

Po godzinach miłośniczka treningu siłowego, biegania i wszelkiej aktywności ruchowej. Prowadzi bloga Analityka Dietetyczna, lubi mięso i dobrą kawę ;)

Jeden komentarz
  • Dokładnie. Ostatnio zauważyłam, że ludzie, którzy są na ketozie czy IF strasznie są przewrażliwieni i ciągle doszukują się krytykowania ich diety, mimo że nie zawsze ktoś miał to na myśli. Już pal sześć ich wyniki, niech robią co chcą, ale mam wrażenie, że to podąża trochę w złym kierunku. Może i ketoza jest dla niektórych osób wybawieniem i stylem życia, ale żeby od razu namawiać innych do keto? I to czasem agresywnie, bo też się z tym spotkałam? Masakra.
    Ja tam węgle lubię. Są smaczne :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Do góry